Ewa | dla Rodziny

Author Archives: Ewa

Świadectwa uczestników Dialogów i Randek Małżeńskich organizowanych wcześniej przez Fundację dla Rodziny

Czuję się znowu jak za czasów narzeczeństwa. Sporo spraw sobie wyjaśniliśmy – myślę, że teraz lepiej będziemy się rozumieć.

Odkrycie na nowo piękna mojej żony i małżeństwa. Nad małżeństwem i szczęściem trzeba pracować, samo nic nie przychodzi, trzeba chcieć a Bóg da łaskę zmiany.

Moja małżonka jest moją prawdziwą przyjaciółką i to z nią powinienem rozmawiać o wszystkim.

Przekonanie o potrzebie znalezienia wspólnoty, ludzi o podobnych wartościach, tak by nie dopuścić już do „zasiedzenia” w wierze. 

Randki budują nasze wspólne relacje i pozwalają znaleźć drogę w jednym kierunku.

Dzięki randkom zrozumiałam, że w małżeństwie to ja jestem odpowiedzialna za poprawienie relacji między mną a mężem. Aby dotrzeć do męża muszę nauczyć się mówić jego językiem miłości.

Rekolekcje pozwoliły mi spojrzeć z miłością na męża, zrozumieć jego sposób zachowania, funkcjonowania w rodzinie, jego język miłości. Wiem, że kilka drobnych ale dobrych zmian pozwoli nam czerpać większą radość, szczęście z bycia razem i naprawiać błędy.

Przypomniały mi wagę tego, co robię na co dzień wobec mojego męża i dzieci. Napełniły mocą, by się starać bardziej i by zapraszać Boga do naszej rodziny, żyć w Jego obecności.

Przypomnienie co jest dla nas małżonków najcenniejsze – nasza miłość. Bóg szczególnie nas wybrał dla siebie byśmy razem dążyli do zbawienia. 

Przypomnienie sobie jak ważna jest rozmowa z żoną w obecności Pana Boga i potrzeba przebywania  razem z sobą, słuchania siebie nawzajem.

Te dialogi pozwoliły mi spędzić błogosławiony czas z moją rodziną i wspólnie z żoną przemodlić i przepracować sprawy naszej miłości i naszego małżeństwa.

Odpoczynek. Dużo dobrej wiedzy – języki miłości, konserwacja małżeństwa, czas na spokojną ukierunkowaną rozmowę. Efekt: lepiej rozumiem małżonka, czuję się wysłuchana- bardziej kocham/ czuje się kochana.

Okazja do wypoczynku i częstszej rozmowy z żoną o trudnych sprawach, w spokojniejszych okolicznościach, to zawęziło moją relację z nią, pozwoliło lepiej się wzajemnie zrozumieć.

Te rekolekcje to doskonały czas, aby się zatrzymać, spotkać z sobą samym i małżonkiem, zrobić „ małżeński’’ rachunek sumienia. Na spokojnie zastanowić się dokąd zmierzamy i czego nam brakuje, do czego dążymy.

Dużo inspiracji do działania w celu poprawy relacji w małżeństwie i umocnienia więzi.

Zachęciły mnie do podjęcia nowych wyzwań i dodały „skrzydeł’’.

Wspaniała była wspólna modlitwa małżeńska przed Najświętszym Sakramentem. To był ten moment, który uświadomił mi, że to Pan Jezus żywy – działa w nas i w naszym małżeństwie i że bez niego wszystkie nasze próby rozmawiania nic by nie dały.

Czuję większą więź między nami. Problemy są te same, ale mamy więcej zrozumienia dla siebie i dzieci.

Rekolekcje dały mi drogowskazy jak polepszyć swoje relacje z mężem, dały mi spokój ducha.

Pogłębiły moją wiarę, dały mi spokój w sercu.

Pokój serca od pierwszego dnia, dużo wzruszeń i radości – pozostaną piękne wspomnienia i cenne drogowskazy na dalszą podróż.

Jestem bliżej Boga i żony.

Wielkich ludzi zwykle nie rozumiano za życia, mówili i tworzyli to czego normalny człowiek nie potrafił pojąć. Dopiero z czasem stopniowo dochodziło do ludzi że przebywali z geniuszami. Podobnie i my, nie jesteśmy w stanie zrozumieć i nauczyć się wszystkiego ale dzięki Bogu są rekolekcje, aby pomóc nazywać to czego nazwać nie potrafimy, myśleć o tym o czym byśmy nigdy nie pomyśleli i zrozumieć, to czego często rozumieć nie chcemy lub nie potrafimy. Wg mnie to dają rekolekcje.

Przypomniały jak ważny jest dla mnie mąż.

Wspaniały czas z rodziną w środowisku, w którym bardzo dobrze się czuliśmy. Myślę, że ważne też jest takie dobre naładowanie się i chwila zatrzymania.

Dały mi powrót do równowagi życia Bogiem i życia rodzinnego i dużo inspiracji konkretnych i praktycznych  do pielęgnowania tych wartości i życia nimi na co dzień. Dały mi możliwość pięknych i dobrych spotkań i dzielenia się Bogiem i sobą z innymi ludźmi. 

Czas dla Boga, czas dla rodziny, czas dla dzieci – zabawa. Możliwość poczucia atmosfery zimy wiele ciekawych przemyśleć związanych z konferencjami i homiliami.

Wzmocnienie relacji małżeńskiej. Zachętę by codziennie troszczyć się o relację z mężem. Nowe tematy, których nie znałam – inteligencje wielorakie, 5 języków miłości. Zachętę, by troszczyć się o inne małżeństwa- by dzielić się tą wiedzą lub zaprosić na rekolekcje by ich więź też mogła się umacniać.

Naładowały mi akumulatory, chcę więcej.

Poznaliśmy wspaniałych ludzi, chcących tworzyć szczęśliwe małżeństwa i rodziny. Zobaczyliśmy, że wiara może prawdziwie działać w rodzinie.

Pomógł dostrzec potencjalne przyczyny niedomówień i konfliktów.

Ten wyjazd pokazał mi, że rekolekcje mogą być też wypoczynkiem i jestem pełna uznani, że w kościele katolickim są ludzie, którzy potrafią tak profesjonalnie i z dbałością o szczegóły przygotować rekolekcje.

Podbudował moja relację z Bogiem i z rodziną. Kazania i konferencje zapadają mi długo w pamięci.

Pogłębienie relacji z Bogiem, małżonkiem i dziećmi.

Zrozumienie swoich potrzeb w obszarach „ towarzyskich”.

Przeżycie rekolekcji z dziećmi w spokoju bez pośpiechu, z czasem dla rodziny.

Odpoczynek, spokój, czas na modlitwę, wszystko w odpowiednich proporcjach.

Radość, spokój ducha i wielką przyjemność poznania ciekawych ludzi.

Odświeżył i umocnił relacje z żoną.

Potwierdzenie i ugruntowanie, że  z Panem Bogiem życie jest najlepsze!

Pokazał mi, że jedna homilia i jedna konferencja wystarczą, aby człowiek odzyskał harmonię. Piękna okolica, aura i możliwość aktywnego odpoczynku z rodziną (na nartach) wprowadziła nas w stan niewymuszonej serdeczności i życzliwości, o co czasami trudno przy napiętym programie. Poza tym łatwo powiązać treści o powołaniu do świętości utożsamianym m. in. Z ekologią, czyli dbaniem o zdrowie, kondycję fiz.-psych i kontakt z przyrodą, gdy ma się czas na ten kontakt i ulubioną formę aktywności z rodziną.

Rekolekcje zbliżyły mnie do męża, a tym samym pogłębiły moją relację z Bogiem. Uświadomiły mi jak wspaniały skarb mam koło siebie na co dzień oraz pokazały, że trzeba o niego się troszczyć, zabiegać a także wskazały jak tego dokonać. 

Rekolekcje dały mi nadzieję na poprawę relacji małżeńskich.

Przyniosły pokój serca. Uświadomiły mi, że muszę zmieniać się, aby zmieniać moje małżeństwo.

Refleksja, by się nie poddawać i nadal pracować nad swoim małżeństwem.

Rekolekcje podbudowały mojego ducha. Pozwoliły mi zrozumieć  niektóre tematy, które były mi niby znane. Odbudować relacje z mężem oparte na miłości, szacunku i zrozumieniu. Były również taką odskocznią od codzienności, czego było mi bardzo potrzeba.

Edukacja finansowa dzieci

Czy znacie to: Tato kup mi to? Tato daj mi na … . Wszyscy w klasie mają 6 calowego smartfona – ja też chcę!
Pieniądze jest to jedna tych rzeczywistości, którą „dotykamy” codziennie. Nawet jeśli nie wydajemy pieniędzy codziennie, to chodzimy do pracy między innymi po to aby je zarobić, aby później przeznaczyć na nasze różne „potrzeby”.
I tutaj pojawia się kolejny temat, czy wszystkie rzeczy na które wydajemy nasze pieniądze są naszą „potrzebą”? Warto przyjrzeć się temu, bo może tak nie jest. Może coś jest tylko chwilową zachcianką? Zwykło się mówić, że: „ludzie wydają pieniądze, których nie maja, na rzeczy, których nie potrzebują, by pokazać się ludziom, których nawet nie lubią”.

CO JEST CZYJE?

Zacznijmy jednak od początku tj. od pierwszych słów w Piśmie Świętym
Rdz. 1,1 „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”.
To z pozoru „niewinne” zdanie, które nam już „spowszedniało” jest bardzo ważne, a wręcz kluczowe. Odpowiedzmy sobie na kilka 3 pytania:

1. Pytanie: Kiedy?
2. Pytanie: Kto?
3. Pytanie: Co zrobił?

Trzy odpowiedzi:
1. Odpowiedź: Na początku
2. Odpowiedź: Bóg
3. Odpowiedź: stworzył niebo i ziemię

Zobaczmy: Bóg stworzył niebo i ziemię (czyli wszystko) na samym początku. To On to wszystko, czyli On jest PANEM tego wszystkiego – nie MY! Uświadommy sobie, że to co się wydaje, że mamy, to On, a my z tego korzystamy dzięki Niemu!
Idźmy dalej:
Rdz. 1,28 „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”
Zobaczmy, że w tym fragmencie Bóg błogosławi człowiekowi jako zarządcy, a nie przekazuje jemu własności wszystkiego co stworzył. Dostaliśmy zadanie dbania o świat!
Kiedyś rozważając ten fragment miałem wewnętrzny bunt i na modlitwie powiedziałem:
Ja: „O nie Panie Boże, przecież parę rzeczy jest moich, przecież zapracowałem sobie na nie, zarobiłem i kupiłem je za swoje ciężko zarobione pieniądze”.
I otrzymałem taką wewnętrzną odpowiedź: „A jak to się stało, że zarobiłeś?”
Ja: „no jak, chodziłem do pracy, pracowałem i zarabiałem”.
Odpowiedź: „A jak się znalazłeś w tej pracy?”
Ja: „złożyłem podanie o pracę, miałem już doświadczenie, wiedzę, trochę szczęścia i się dostałem”.
Odpowiedź: „A skąd miałeś doświadczenie i wiedzę”?
Ja: „ukończyłem studia, starałem się pracować uczciwie i rzetelnie”.
Odpowiedź: „A jak się znalazłeś na studiach? Jak sobie je opłacałeś”.
Ja: „ukończyłem liceum, a na początku rodzice pomagali i płacili za studia – ale później już sam na nie zarabiałem”.
Odpowiedź: „A jak to się stało, że poszedłeś do szkoły?”.
Ja: „rodzice mnie posłali”.
Odpowiedź: „a co zrobiłeś żeby rodzice cię posłali do szkoły?”.
Ja: „ … NIC … ”.
Odpowiedź: „a co zrobiłeś, że rodzice cię tak wychowali?”.
Ja: „ … NIC …”.
Odpowiedź: „A co zrobiłeś żeby się urodzić?”.
Ja: „ … NIC … „
Wówczas zrozumiałem, że naprawdę wszystko jest łaską, a ja jedynie z nią współpracuję.
Musimy pamiętać, że to Bóg stworzył świat i nieustannie podtrzymuje go w istnieniu.

To jest kwestia, którą powinny też zrozumieć nasze dzieci. Wszystko otrzymały/otrzymują/i będą otrzymywać od Boga – łatwiej im może zrozumieć, że przez nas – rodziców. Zresztą zastanówmy się sami: co nasz 5 latek zrobił aby mieć jedzenie, łóżko, misia, wyprawkę do przedszkola…

POTRZEBY, PRAGNIENIA, ZACHCIANKI

Nim przejdziemy do rozgraniczenia co jest potrzebą, pragnieniem, a co zachcianką powinniśmy pamiętać jeszcze o tym, że w Iz. 55, 8-9 napisane jest: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi”.
Znaczy to między innymi tyle, że świat, współczesna ekonomia, reklama … mają swoje pojęcia potrzeb. Przecież oglądając reklamę w telewizji trudno się nie zgodzić, że potrzebuję takiego czy innego auta, wyjazdu zagranicznego, proszku do prania… Jednakże dla nas ludzi wierzących ważne jest to, co mówi Bóg – i jeśli Bóg tak mówi, to na pewno ma rację! Nie dziwmy się także, że jest inna definicja potrzeby w Biblii, a inna w „świecie”, wybierajmy jednak to co mówi Bóg, bo nasze myśli – nie są Jego myślami, nasze drogi – Jego drogami. Nasza ekonomia – nie jest Jego ekonomią…
Pytanie: Komu wierzysz? Komu ufasz?

Potrzeby

Syr. 29, 21 „Pierwsze potrzeby życia: woda, chleb, odzienie i dom, by osłonić nagość”.
1Tm 6, „Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni!”

Moi drodzy, potrzebami naszymi i naszych dzieci jest:
1. Żywność
2. Odzienie
3. Dach nad głową (dom/mieszkanie)
Te trzy i tylko te trzy! Nie jest potrzebą naszego dziecka smartfon – choć pewnie dobrze aby w niektórych sytuacjach miał. Nie jest potrzebą oddzielny pokój – choć w pewnym wieku mógłby mieć. Nawet nie są zajęcia dodatkowe jak: taniec, szachy, basen, a nawet angielski…, choć dobrze aby chodziło na te zajęcia. Potrzebami dzieci (i naszymi) jest: jedzenie, odzienie i dach nad głową!
W związku z tym my jako rodzice, według Pisma Świętego jesteśmy zobowiązani zaspokoić naszym dzieciom te trzy potrzeby – nie musimy pozostałych pragnień, czy zachcianek.

Pragnienia i Zachcianki

Jeśli już wiemy co jest potrzebą, to teraz warto wiedzieć czym jest np. rower dla dziecka, a czym baton na półce przy kasie?
Tu z pomocą przychodzi „CZAS”, aczkolwiek nie mu tutaj wyraźnie zaznaczonej linii rozróżniającej te dwa, a nawet trzy pojęcia, które rozumiemy intuicyjnie.
Pragnienie – to coś co pragniemy przez jakiś dłuższy czas i ma zazwyczaj wyższą wartość lub więcej kosztuje. Typowe przykłady pragnień to rower, smartfon, komputer.
Zachcianka – rodzi się dość szybko i trwa dość krótko. Zapominamy o niej po niedługim czasie – nieważne, czy ją kupimy, czy nie np. wspomniany batonik przy kasie.

Jeśli nie jesteśmy pewni co jest czym, warto zapisać sobie rzecz, którą chcielibyśmy sobie kupić na kartce i schować do szuflady na przykład na 1 tydzień. Jeśli po tygodniu pamiętamy o tym, to być może nie jest to zachcianka. Można ponowić test i włożyć ponownie kartkę do szuflady na przykład na miesiąc i jeśli po miesiącu nadal pamiętamy o tej rzeczy to być może to jest pragnienie.
Oczywiście pragnienia i zachcianki możemy co jakiś czas realizować ale trzeba pamiętać co jest ważniejsze, a co mniej ważne. Niedobrze by było, gdybyśmy pieniądze wydali na zachcianki, a brakowało by na pragnienia albo co jeszcze gorsze na potrzeby. Warto potrzeby optymalizować, pragnienia ograniczać, a zachcianki eliminować.
Powinniśmy sami o tym pamiętać i o tym rozmawiać z dziećmi pomagając im rozróżniać te rzeczy. Oczywistą sprawą jest to, że jeśli sami tym nie żyjemy, to możemy mówić ile chcemy – nasze dzieci będą nas naśladować, gdyż jak powiedział Ralph Waldo Emerson mając na myśli dzieci: „To, co robisz krzyczy do mnie tak głośno, że nie słyszę nic z tego, co mówisz”.

PRZEDE WSZYSTKIM RELACJA

Wszystkie zasady wychowania, czy nawet dobrego wychowania, jak i zasady dobrego gospodarowania pieniędzmi nie będą przyjęte przez nasze dzieci, jeśli przede wszystkim nie zbudujemy z nimi relacji! Jeśli zabraknie więzi, to zasady, nakazy i reguły będą nieprzyjemną koniecznością do których będą musiały się dostosować aby coś otrzymać (np. kieszonkowe). Jeśli jednak zniknie rodzic „policjant” dziecko będzie robiło to co chce, co zaobserwowało na ulicy, co usłyszało w szkole.
Musimy pamiętać także, że wychowanie do dobrego gospodarowania pieniędzmi jest zbliżone do wychowania w ogóle, czyli trzeba czasami postawić mur, który pod żadnym pozorem nie zostanie przekroczony. Edukację, wychowanie, czy formację można porównać do robienia ciasta na pierogi. Trzeba pougniatać wielokrotnie, dodając różne składniki i nieustannie obserwując jakie przynoszą efekt. My także musimy być obserwujący, elastyczni ale też wytrwali w ugniataniu i formowaniu. Czasami może zdarzyć się, że nastolatek trzaśnie drzwiami, wykrzyknie coś i odejdzie – myślę, że spotykamy się z tym także w innych obszarach wychowawczych.

ZASADY, REGUŁY, UMOWY

Podkreślić chciałbym, iż reguły o których wspomnę istnieją w naszym domu. One te ewoluowały i nadal zmieniają się dostosowując do wieku, płci i sytuacji. Są to „nasze” zasady, które nie muszą się sprawdzić w Twoim domu i proszę nie przenoś ich bezrefleksyjnie na grunt swojej rodziny.
1. Dzieci otrzymują kieszonkowe
Uważamy, że aby dziecko nauczyło się obsługiwać nożem trzeba mu ten nóż dać. Samo nie przyjdzie. Można się zastanowić od kiedy dawać kieszonkowe? My sądzimy, że w okolicach 5 lat.
2. Otrzymują tygodniowo tyle złotych ile mają lat
Wraz z wiekiem dziecko może otrzymywać więcej, większe możliwości ale też większa odpowiedzialność. Interwał tygodniowy, gdyż miesięczny jest naszym zdaniem za rzadko – to zbyt długi czas dla dziecka, a też chodzi o to by dostawało i coś z tymi pieniędzmi robiło, wiele ćwiczeń, wiele powtórzeń. Uważamy, że dzieci powyżej 15 lat (uwzględniając także ogólne wychowanie, rozgarnięcie) mogą przejść na inny system rozliczeniowy tj. miesięczne stawki całkowitego utrzymania)
3. Otrzymują je tylko wtedy, gdy się upomną.
To dzieci mają chodzić i przypominać, że chcą pieniądze, a nie ja z informacją, że chcę je zasilić. Jak w pracy będą chcieli podwyżkę, to niech się upomną… . Rozliczenia są w weekendy.
4. Pieniądze trafiają od razu do 3 puszek: Dawanie, Wydawanie, Oszczędzanie
Jeśli otrzymują jakieś pieniądze, także od babci :), to od razu 10% na dawanie – otrzymały, więc powinny część dać. Środki te idą na kościół, wspierają chorych, czasami zbiórki w szkole, utrzymanie adoptowanego dziecka na odległość … . Wydawanie – te pieniądze mogą wydać na co chcą, aczkolwiek kontroluję wydatki paragonami i jeśli np. wszystkie są przeznaczone na chipsy – to rozmawiamy o tym i wyciągamy wnioski. Oszczędzanie – oszczędzamy jak mamy cel. Jak nie ma celu – oszczędzanie jest bezcelowe / bezsensowne. Nie ma motywacji… . Wniosek jest bardzo ważny: każda złotówka ma swój cel! Cel zawsze musi być jasno określony i najlepiej zapisany.
Przykładowy podział: 10% dawanie, 20% oszczędzanie, 70% wydawanie.
5. Nie wolno mieszać zawartości puszek.
To jest podstawa w układaniu budżetu, nie ma wewnętrznych pożyczek! (także między rodzeństwem)
6. Bank / Tata to jedyna instytucja od której dziecko może pożyczyć pieniądze
Czasami dziecko chce zrealizować jakąś zachciankę albo pragnienie. Pozwalamy na to, także z zaciągnięciem pożyczki. Chodzi o to by też mogło doświadczyć ciężar odsetek, które wynoszą 10% tygodniowo … . Po kilku takich pożyczkach dzieci są bardzo powściągliwe w wydawaniu większej ilości pieniędzy niż posiadają.
7. Można zawsze zarobić.
Jest pewna część prac obowiązkowych, które wykonują dzieci na rzecz domu wynikające z ogólnego grafiku – ale są też prace, które dzieci mogą wykonać zarobkowo np. odkurzenie auta, skoszenie trawy itp.
8. Na duże zakupy możemy dołożyć.
Przykład rower. Dziecka uzbierało jakąś kwotę – drugie tyle dołożyliśmy (oczywiście nie mówimy tu o 5 letnim dziecku, a raczej 10 letnim). Przy czym teraz, gdy dzieci mają po kilkanaście lat zadeklarowaliśmy dołożenie 1/3. Ma to też zachęcić je do poszukiwania możliwości pracowania i zarobkowania również poza domem. Każdy z 20 miliarderów opisanych w książce „umysł miliardera” pracował przed 18-tym rokiem życia.
9. Samodzielny system wydatkowania, gdy dziecko skończy np. 15 lat.
Wspomniałem o tym w 2 punkcie. W pewnym momencie dziecko chce stanowić coraz bardziej o sobie, kupować sobie ubrania, buty, chodzenie na zajęcia dodatkowe. Warto obliczyć koszt utrzymania dziecka i tą kwotę przekazywać dziecku aby samo sobie kupowało. I znowu bardzo ważna rzecz, jeśli dziecko wyda całe pieniądze na super buty, a nie ma na kurtkę – jesteśmy konsekwentni – nie dajemy dodatkowych pieniędzy.

PO CO TO WSZYSTKO?

Może się wydawać, że te chwilami nieludzkie zasady nie mają sensu. Mt 7, 20 „A więc. Po owocach ich poznacie”. Widzimy w naszej rodzinie bardzo pozytywne efekty edukacji finansowej, które jak wspominałem wielokrotnie bywają chwilami nieprzyjemne. Skończyły się jednak hasła przy kasie: „kup mi to”, gdyż odpowiadamy: „sam sobie kup”. Nie ma problemu z ubieraniem nastolatki, nie muszą już to być ciuchy z galerii, bywają używane, czasami z wymiany, a czasami z super promocji.
Staramy się by ta edukacja, przygotowała ich do życia dorosłego. Opowiadamy o regułach i zasadach panujących w świecie biznesu, na rynku pracy. Pokazujemy koszt kredytu, wartość oszczędzania i czekania – coś o czym bardzo mocno zapomnieliśmy. Mówimy o wytrwałości w inwestowaniu, zwłaszcza w siebie, odroczeniu niektórych zachcianek teraz, po to by móc zaspokoić niektóre przyjemności w przyszłości.
Pieniądze są moralnie obojętne. To co z nimi zrobimy mówi o nas i naszym sercu Łk. 12, 34 „Bo gdzie skarb wasz, tam będzie i serce wasze”. Nasz stosunek do nich świadczy także o naszej wierze. To jak zarabiamy, oszczędzamy, wydajemy, inwestujemy jest naszym świadectwem oraz to czy wierzymy, że to Bóg jest właścicielem tego wszystkiego, a my tylko je zarządcami. I obyśmy usłyszeli kiedyś: Mt. 12, 21 „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego Pana!”

Jeśli interesuje Cie kurs finansowy CROWN, kliknij w jeden z poniższych linków i poznaj szczegóły: 
Kurs stacjonarny
Kurs internetowy